No i wróciłem

6 stycznia 2009

Jestem w Polsce. We Wrocławiu miałem być wczoraj około 14tej, ale z powodu nagłych opadów śniegu przedwczoraj w nocy, lotnisko w Brukseli praktycznie stało w gigantycznym korku. O 14tej dopiero lądowałem na Okęciu, godzinę wynudziłem się na terminalu w Brukseli, drugą na pokładzie, kiedy czekaliśmy na naszą kolej, ale widok 5 samolotów – stojących dziób w ogon w kolejce i czekających aż się do cholery wyniesiemy i oni będą mogli zająć nasze miejsce – priceless.

Tagi: , , , ,

Relax, we’ll drive.

22 grudnia 2008

W nocy wróciliśmy z Londynu. Tower of London, The Globe, London Eye, Madame Tusand, GMT+0. Więcej wkrótce.

Tagi: , ,

Schengen

19 grudnia 2008

Rodzice szykujowali nam niespodziankę na Gwiazdkę, którą im niechcący spaliłem: wyprawę w ten weekend do Londynu. Wszystko wyglądało fajnie, napaliłem się na ten Londyn niesamowicie i nagle bomba.

Mój braciszek, dla którego wyprawa była tajemnicą, dzwoni do mnie wczoraj, czy na pewno paszport jest do samolotu niezbędny… bo jak rok temu jechaliśmy do Genewy, to zostało mu pół roku ważności. I nikt nie pamiętał, żeby ten paszport „doładować”.

Zalała mnie krew. Nie mogłem spać do wpół do pierwszej (teraz piszę to lekko śnięty). Cały misterny plan diabli wzięli. Nawet nie to, że pieniądze wpłacone na bilety przepadły. Okazja, żeby cała rodzinka – bez wyjątku – razem coś zobaczyła przepadła. Nosz kur…

Dziś tata zadzwonił do polskiej ambasady i – uwaga – okazało się, że obywatele Unii mogą podróżować po całej Unii, nie tylko w ramach strefy Schengen, na podstawie dokumentów uprawniających do przekraczania granic wewntęrznych. No i ch…, jednak jedziemy :P .

Tagi: ,

Stolyca

1 grudnia 2008

Złote Tarasy

Coś mnie napadło i w weekend pojechałem odwiedzić brata. Trochę, żeby obejrzeć jego nowy sprzęt kuchenny, trochę, żeby zobaczyć, jak działa jego satelitka, w końcu – żeby razem poszukać czegoś dla rodziców i siostry na gwiazdkę. Brat od dwóch tygodni z zamiłowaniem piecze – też bym piekł, jakbym miał słupek z pasującymi do siebie piekarnikiem i mikrofalą, oba osiągalne bez przyklękania. Poza tym dom mu się powoli zmienia w coś, co nadaje się do mieszkania – coraz więcej szafek wisi na ścianach, coraz więcej podłóg przykrywa posadzkę. Trzeba to wszystko obejrzeć na własne oczy…

Czekając na obiad I

Całą sobotę łaziliśmy po Złotych Tarasach i Marszałkowskiej. Na Marszałkowskiej, circa ’81-’83 byłem pierwszy raz w restauracji, w Horteksie jadaliśmy lody (mój wtedy chyba dwuletni brat pokazał swoje uzależnienie od tego specjału – taka rodzinna opowiastka z pucharem i planami, kto po kim dokończy), w Sezamie widziałem potężny młynek do kawy. Wars i Sawa przemawiały do wyobraźni.

Czekając na obiad II

Wars i Sawa to teraz sklepy odzieżowe i Empik Junior, w restauracji za Rotundą teraz jest Pizza Hut i KFC, Hortex po drugiej stronie to McDonald’s, Sezam mieści w sobie małe klitki, jak Solpol czy plac Zielińskiego. Myślę, że przez wzgląd na wspomnienia z dzieciństwa powinienem unikać tej ulicy… Metro – Empik i z powrotem, nie rozglądać się.

W Złotych wszystkie niemal sklepy z zabawkami są w jednej części budynku (swoją drogą dziwne, że z moim bratem definicja zabawek rozszerza się też do… lodówek; serio). W sobotę w Saturnie nawet pobawiliśmy się Pleo – w niedzielę nie miał już akumulatorka. Koniec końców mamy już prezenty dla wszystkich (w tym – mam nadzieję – nawzajem dla siebie), brakuje już tylko zamówienia od Mamy dla Taty. Jakby ktoś z was wiedział, gdzie można dostać coś takiego, jak DREMEL® 300, byłbym wdzięczny.

Tagi: , , , ,

Szkolenie z…

9 października 2008

Dowód

Jak pisałem wczoraj, firma wysłała nas do Bielawy na szkolenie. Którego nie było. To znaczy, w sumie było. Tylko trwało 30 minut (albo 45 – jeśli uznać fragment Samych Swoich za część „szkolenia” [albo 15 - jeśli odrzucić pierwsze straszne pół godziny]).

Pierwszy hint, który całkowicie przeoczyłem, jak zresztą chyba wszyscy niewtajemniczeni, to „drugi dzień wolny” i „czas trwania zajęć: 12 godzin” w jednym mailu. Eeee… to znaczy: w jaki sposób?!? Ten plan jest nierealny! No bo własnie był. Drugi hint przyszedł od Krystiana („pana Prezesa„), który po angielsku przeprosił Frode, Rikarda i całą resztę, że szkolenie jest po polsku, ale będą mogli wyjść już za pół godziny.

Szczerze powiem, że jako stary „wyjadacz” widziałem kilka szkoleń, całkowicie poprawnych, gdzie w ramach rozgrzewki pokazywano nam, jak czegoś nie robić. Albo szkolenia z asertywności, gdzie szkoleniowiec brał ludzi pod włos i czekła kiedy się zbuntują. Kiedy więc zobaczyłem koszmar w stylu uczelnianym uznałem po prostu, że to własnie takie branie pod włos (-Czy mogę zadać pytanie? -Nie! Nie może Pan!) i zaraz się skończy, a po nim będzie normalne szkolenie. Po dwudziestu minutach zacząłem być zły. Po trzydziestu farsa została przerwana tylko po to, żeby kolejną poprowadzić, tym razem udając normalne szkolenie.

Kartka żywnościowa

Okazało się, że „wykładowcy” to wynajęci ludzie, którzy robili wprowadzenie do swoistego LARPa, w którym grupami mieliśmy się wcielić w oddziały żołnierzy, którzy koło 45 roku poszukują zagubionego przez Niemców złota. A umiejscowienie szkolenia w Bielawie wynikało pewnie z tego, że do Włodarza, wielkiej podziemnej fabryki zbudowanej w ramach projektu Riese, był w sumie rzut beretem. Były zagadki logiczne, „zwiad”, przejazd wojskową ciężarówką po wertepach (-Hamowanie to nie problem, najwyżej się na was przwerócę, ale jak on przyśpieszy, to się przez burtę wypierdzielę!), kartki żywnościowe, kuchnia polowa, jazda drezyną pod górę na czas (spasowałem), strzelanie do celu, kronika filmowa, no i poszukiwanie złota Gór Sowich. Całość skończyła się imprezą w stylu retro z żurkiem w chlebie i rybą… (co to była za ryba?). Do tego duuużo alkoholu i karaoke z kilkoma fajnymi piosenkami, ale także z Białym misiem, czy Żółtym jesiennym liściem, takie trochę wesele… Poza tą rzeczą jednak: podobało mi się!

A co do mojego zarzutu, że wierchuszka wysłała błędny komunikat i ludzie się nie przygotowali: był mail, żeby ciuchy wziąć na wyjście w „wiochę”, ale nie – że będziemy się przedzierać rozmoczoną drogą przez wilgotne knieje do składowiska cementu. Pomijając wszystko inne – podchwyciwszy pomysł z Górą Parkową (czy jak jej tam) ja się przygotowywałem na wyjście w góry. No może dopiero dzień później, ale zawsze. Poza tym, kto mnie bierze serio?

Tagi: , , ,

Szkolenie z metod komunikacji

8 października 2008

Firma zorganizowała nam dwudniowe, wyjazdowe szkolenie z metod komunikacji. Najwyraźniej jednak wysłali błędny komunikat do pracowników, ponieważ wiele osób się po prostu nie przygotowało… Więcej jutro (albo wieczorem).

Tagi: , , ,

Podróże: Korea (4)

25 września 2008
Tagi: , , ,